Tak, myślę, że można śmiało powiedzieć, że długo :-) I nie wliczam w ten czas rozstawiania przed i zbierania aranżacji po zdjęciach. Mam na myśli wszystko to, co dzieje się w trakcie.
Mam na myśli każde dziecko z osobna, każdą małą osobę, z którą buduję mini relację na te kilka minut, jakie spędzimy razem. To jest wbrew pozorom bliski kontakt, który wymaga sporo zaufania ze strony dziecka. Ja jestem na początku zupełnie obca, a one wchodzą do sali i mają pozwolić mi robić im zdjęcia. No proszę to sobie wyobrazić. Dlatego musimy choć trochę pogadać, pożartować w tempie turbo ekspres, dowiedzieć się o sobie czegoś istotnego, polubić się. Wtedy jest fajnie i na zdjęciach to widać. Ale na to trzeba CZASU. Nie wystarczy na dzień dobry powiedzieć "uśmiech proszę" i liczyć na to, że będzie szczery ;-)
Długo to ile?
Nie ma sztywnej reguły, bo dzieci są różne i placówki są różne (mam na myśli organizację pracy, warunki lokalowe itp). Ale mam taką niepisaną zasadę, że 20-25 dzieci to maksymalna ilość, jaką mogę sfotografować jednego dnia. W przypadku kiedy placówka liczy więcej dzieci dzielę sesje na dwa lub więcej dni.
Pracuję w swoim tempie i muszę pamiętać, że moja praca ma dwie strony medalu. Z jednej strony jest super i bardzo ją lubię, ale z drugiej jest to również ogromny wysiłek fizyczny. Setki razy podczas sesji wykonuję ruchy padnij-powstań, opadam na kolana, podnoszę się, kucam, schylam się i prostuję, coś podaję, zabieram coś innego, przenoszę, przestawiam, jednocześnie klikając spust migawki oraz prowadząc dialogi z przedszkolakami ;-) A że chciałabym to robić jeszcze przez parę ładnych lat, naprawdę muszę oszczędzać swoje ciało i dbać o to, żeby za wcześnie się nie rozsypało.
Czy można skrócić ten czas, zrobić sesję szybciej?
Nie :-)
To znaczy mogą być kilkuminutowe wahania, bo będą dzieci w lepszym humorze, chętne do zabawy na planie zdjęciowym, takie które obiektyw bardziej lubi. Wtedy będzie trochę szybciej. Ale będą też dzieci mniej śmiałe, albo z drobną infekcją (proszę się radośnie uśmiechać kiedy w nosie rozpycha się stado zielonych koziołków), albo takie, którym trzeba "cyknąć" więcej ujęć żeby udało się ustrzelić to najlepsze.
A ja chcę żeby po mojej sesji każde dziecko miało możliwie najpiękniejszą pamiątkę, chcę żeby rodzice byli szczęśliwi. Bo każdy jest jednakowo ważny i każdy zasługuje na to, by dostać swoje 100%. Niezależnie czy jest to sesja w studio, czy sesja w przedszkolu.
Comments